Jak pojechać do Dubaju i… nie zginąć? – czyli ZEA oczami polskich emerytek

Jak pojechać do Dubaju i… nie zginąć?

– „Wiesia, przyjedziesz do mnie w następne wakacje?
– Tak, chyba że pojadę gdzieś z Waldkiem na urlop.
– A gdzie miałaś jechać?
– Do Emiratów, ale ciągle nam coś nie wychodzi.
– Do Emiratów? Do tych Arabów? Boże… przecież teraz te zamachy, wszędzie wybuchy i bomby.
– Nieee, to chyba nie tam, co?
– No jak nie? Oczywiście, że tam! To muzeum przecież co było ostatnio… to wszystko tam – wszędzie Arabowie, nie ma co wyjeżdżać
– Nie, nieprawda to chyba nie były Emiraty, chociaż może…
– Pewnie że Emiraty, niebezpiecznie jest teraz wszędzie. Ja bym w życiu nie wyjechała nigdzie, żeby być rozszarpana przez bombę. Wolę już, żeby cegła mi na głowę spadła w drewnianym kościele tu w Polsce, niż żeby mnie na końcu świata jakiś Arab zabił.
–  No tak, tak, racja.”

Najciekawszy dialog wyjazdu do Wrocławia zasłyszany podczas oczekiwania na pokaz fontann przy Hali Stulecia. No cóż, nie moja sprawa, w co kto wierzy i jak dokładnie ogarnia mapę świata, albo jak intensywnie chłonie telewizję, aczkolwiek… trochę informacji w tym świecie powinno się pozyskać przed rozmową z innymi. Zresztą, bardzo smutne podejście do życia – ucieczka przed wszystkim, bo wszędzie jest niebezpiecznie. Z pewnością, rozmówczyni chodziło o zamachy w Tunezji, lub Egipcie, a wrzuciła te państwa do jednego wora z ZEA, w którym bezpieczeństwo to priorytet. W obecnych czasach, gdzie zamachy dokonują się kilkaset kilometrów na zachód od nas nigdzie nie można czuć się bezpiecznym – co nie znaczy, że powinniśmy żyć w ciągłym strachu. Dla przykładu powiem, że moi rodzice w maju 2016 r. byli w Egipcie i ponownie ruszają tam za 2 tygodnie (przełom sierpnia i września). Będąc na miejscu nie odczuli żadnego zagrożenia. Nie bagatelizuję zagrożenia terrorystycznego, ale… moim zdaniem nie warto żyć w „ochraniaczach i kaskach” – (cyt. Ten Typ Mes – Naucz mnie czegoś) byle tylko żyć, bo życie trzeba przeżyć na 100%, a nie tylko biernie egzystować. 

Szkoda mi czasu na omijanie bokiem najlepszych przeżyć

PS Co do zdjęcia w nagłówku posta – w hostelu dostaliśmy pokój akurat ze zdjęciem Dubaju (w innych pokojach były inne miasta – np. Paryż). Przypadek? 🙂 Nihil fit sine causa.

Udostępnij ten wpis, będzie nam miło!
Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on linkedin

One Response

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O nas

Nasza przygoda z podróżowaniem zaczęła się w 2014 roku od szybkiego jednodniowego tripa do Brukseli. Decyzję o wyjeździe podjęliśmy w kilka minut. Ten, kto powiedział, że podróżowanie uzależnia miał rację! Od tamtej pory zwiedzaliśmy świat regularnie. W 2019 dołączył do naszego teamu – Julian, nasz syn. W taki sposób zaczęliśmy podróżować z dzieckiem, nie zwalniając tempa.

Social Media

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Dowiedz się jak tanio podróżować z dzieckiem